Archiwa
Statystyki
  • Wszystkich wizyt: 2996
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 2315

spacer po linie

Przy Tobie zawsze byłam zdrowa
teraz przy Tobie jestem coraz bardziej chora
uwolniłeś potwora

czuję na ciele pot… wymieszany z łzami

spadłam.

Mury.
Ciężka oleista mazia zamiast krwi w żyłach.
To ja przed lustrem.
Delikatne płatki spadają na mnie i leczą skrawki tkanek… lecz choroba jest taka złośliwa. Infekuje mnie na nowo.
Nie wiem jak to się robi poprawnie.
Rzuca w diabły zawód serca.
Nie przez zapomnienie, lecz uleczenie.
Jak?
Rozbrajam część pułapek, lecz wiele wybucha.
A ja czuję tyle nienawiści… do tego potwora. On mnie zjada. Konsumuje. Pożera. Nie zostawia nic z dobrego człowieka.

Jak się oddać wiatru? Jak ulecieć nad ziemię? Żeby mnie podmuch zabrał… znowu na wycieczkę po niebie?
I tylko cicho przed snem… powtarzam „Jak mogłeś?” I mam gorzką łzę, którą przełykam z prośbą… „Nie poddaj się”

Może się mylę? Może to wszystko moje zadanie? Ufasz komuś bądź nie… czemu ufasz, a czemu nie? Może wystarczy krótkie stwierdzenie… i można zostać uleczonym?

Ciągle szukam w Tobie tego czego robisz za mało, że nie czuję się tak jak czułam się wtedy… ale jeśli Ty robisz tyle ile zdołasz… czy to oznacza, że już nigdy się tak nie poczuje? To było najlepsze uczucie w moim życiu.

Każdy krok jest fałszywy… i jestem zła na to.

Czy będziemy jeszcze szczęśliwi razem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>