Archiwa

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 2945
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 2315

Bez kategorii

A blog.pl nadal do dupy.

Co u starej marudy? Stara maruda już nie mieszka w Warszawie. Stara maruda mieszka w prawie_na_wsi. I Stara maruda na współlokatora z aktem przynależności. I maruda wraz z marudy współlokatorem z aktem przynależności mają własne łóżko. Tylko swoje. I budują…

 

Stara maruda marudzi obecnie systemowo. Na czarno. Bardzom dumna.

DUPNE blog.pl

Miałam napisaną długą notkę ale dzięki jak zwykle dupnemu blog.pl zamiast zostać opublikowana po prostu została skasowana.

El Condor Pasa

Prywatność. Odległa i nieznana kraina.

sprawiedliwości oddane

Piszę głównie o złych rzeczach… kiedyś spojrzę i pomyślę, że w tym roku nie było nic dobrego… to nie prawda… są też dobre rzeczy… tyle tylko, że te złe są takie poważne i dojmujące.

Mam rodzinę,. która mnie wspiera i jakby nie było kocha. Mam Maćka, który jest bardzo doważny i mocno się stara. Mam w sobie dużo miłości… i chwytam spowrotem swoją moc.

pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć i nie poznać

Zastanawiam się skąd bierze się nienawiść? Jej źródła są dla mnie niezbadane.
Złość, gniew i nawet wściekłość oraz urazę jestem w stanie ogarnąć… ale nienawiść pozostaje dla mnie zagadką, której mam nadzieję nigdy nie rozwiązać.

Boli.

Skrzywdzono mnie. Skrzywdzono osobę, którą kocham najbardziej na świecie.
Cała w środku drżę bo nienawiść ludzi jest tak… rozstrajająca.
Tak mi przykro.
Gdy już myślałam, że teraz wszystko powoli wyjdzie na prostą.. zdaża się kolejna trudna sprawa… bolesna sprawa.

Nikt mnie nie zniszczy… nikomu nie pozwolę by ranił mojego najbliższego… Nikt nie obrzuci mnie gów***
Nie zamierzam się mścić, ale to nigdy nie zblednie w mej pamięci…

Kocham Cię. Nie mam na świecie nic co potrafiłabym postawić ponad Tobą.

Po…

…mieszkiwanie.

Mam w pokoju łąkę kwiatów… ogród.

Miło się pomieszkuje…  :)

Dziś mija rok… od dnia, w którym Ci to powiedziałam.
Dziś jest półtora roku… od dnia, w którym…
Tak… chcę się wtulić w Ciebie i zetknąć nos z Twoim nosem i zasnąć tak.
Jestem bezpieczna w Twoich ramionach.
Jesteś bezpieczny w moich ramionach.

spacer po linie

Przy Tobie zawsze byłam zdrowa
teraz przy Tobie jestem coraz bardziej chora
uwolniłeś potwora

czuję na ciele pot… wymieszany z łzami

spadłam.

Mury.
Ciężka oleista mazia zamiast krwi w żyłach.
To ja przed lustrem.
Delikatne płatki spadają na mnie i leczą skrawki tkanek… lecz choroba jest taka złośliwa. Infekuje mnie na nowo.
Nie wiem jak to się robi poprawnie.
Rzuca w diabły zawód serca.
Nie przez zapomnienie, lecz uleczenie.
Jak?
Rozbrajam część pułapek, lecz wiele wybucha.
A ja czuję tyle nienawiści… do tego potwora. On mnie zjada. Konsumuje. Pożera. Nie zostawia nic z dobrego człowieka.

Jak się oddać wiatru? Jak ulecieć nad ziemię? Żeby mnie podmuch zabrał… znowu na wycieczkę po niebie?
I tylko cicho przed snem… powtarzam „Jak mogłeś?” I mam gorzką łzę, którą przełykam z prośbą… „Nie poddaj się”

Może się mylę? Może to wszystko moje zadanie? Ufasz komuś bądź nie… czemu ufasz, a czemu nie? Może wystarczy krótkie stwierdzenie… i można zostać uleczonym?

Ciągle szukam w Tobie tego czego robisz za mało, że nie czuję się tak jak czułam się wtedy… ale jeśli Ty robisz tyle ile zdołasz… czy to oznacza, że już nigdy się tak nie poczuje? To było najlepsze uczucie w moim życiu.

Każdy krok jest fałszywy… i jestem zła na to.

Czy będziemy jeszcze szczęśliwi razem?

motyle

*

Manifesto szarości

Szkoda mi pieniędzy.
Na absolutnie wszystko.
Nawet na rzeczy, które kupić muszę.
Wszyscy w okół wydają kase… niektórzy mnóstwo. Bardzo często na siebie samych.
Moje wydatki na siebie dorównują kupieniu sobie lodów i biletów żeby móc odwiedzać Maćka.
Super.
Tęsknie za tamtym uczuciem… miałam trochę kasy i zero planów na przyszłość… nie było mi szkoda iść i wydać na siebie w pubie 30 zeta… nie było mi szkoda tracić małego majątku na bieliznę. Wychodziłam kiedy chciałam nawet jeśli nie miałam z kim… teraz nikt nie ma czasu łącznie ze mną… myślę „nie wyjdę sama bo potem nie będę miała za co wyjść z innymi”… przestaję myśleć w kategoriach swojej własnej rozrywki i potrzeb
i jestem zazdrosna
potworność
nie bywałam
a teraz zazdroszczę ludziom lekkiej ręki do pieniędzy
mnie wkurza każde wydane 10 złotych
każdy grosz trzymam na potem
i nawet nie wiem do końca na co…
to wszystko wydaje się oddalać zamiast przybliżać

Jak to się stało?
Że nie zaprosi mnie nikt na piwo?
Że nie zorganizujesz dla mnie wieczoru przy świecach? Płatków kwiatów na poduszkach? Słoneczników w tuzinach?
Że od blisko 1,5 roku nie byłam na tańcach… a szanty widuję w newsleterze raz na miesiąc?
Że latawce widuję tylko z bardzo daleka?
Że planetarium zatarło się w pamięci?
Że zadroszczę wizyt u lekarza?
Jak to jest że się poddałam i po kolei poddaję się w każdej dziedzinie…
Miałam żyć pełną piersią… dla siebie… a ja się ukrywam przed światem jak mogę najdokładniej
Czemu nie mogę robić zdjęć sycąc się ciszą umysłu…
Czemu nie usiądę pomalować skoro za każdym razem patrząc na słonecznika mam na to ochotę?
Czemu tracę godzinę na wybieranie filmu a i tak wszystko wraca do punktu wyjścia…
Cholernie tego nienawidzę.
Tyle czasu przecieka tak cholernie idiotycznie.
Czemu nie pójdę do lekarza? Czemu nie kupię sobie ubrania, które jest mi niezbędne?
Czemu nie spróbuję jednak skończyć?
Czemu nie kupię sobie sushi dla samej siebie?
Czemu nie pójdę na basen mimo tego że nikomu się nie chce iść ze mną?
Czemu i na co czekam?
Nie chcę już czekać.
Mam już dość czekania, sprawdzania, ukrywania się, wahania, rozpracowywania, testowania, obaw, wątpliwości, „chyba”, „może”, „mam nadzieję”, „zobaczymy”, „postaram się”… mam dość odwiedzania. Dość przepraszania. Dość umierania bez życia.
Dość umierania w ogóle.

Chcę być znowu egoistką.

Mam piękną różę. Różową.
Jestem szczęśliwa.
Mam ciężki okres w życiu rodzinnym.
Nie jest łatwo.
Czuję dużo bólu i smutku.
I cholernie chcę iść gdzieś na przód…
ale zaczynam się wahać gdzie chcę iść.
Nie podoba mi się ten cały sprawdzian…

/me patrzy w lustro
Kto tam jest?

dlaczego nie można wcześniej?

Nienawidzę w ludziach tego że tyle rzeczy zostawiają na ostatnią chwilę i biegaja potem w panice, bo pojawiły sie komplikacje, których nie mają czasu rozwiązać….
komplikacje…
np. brak danych do wypełnienia formularza…
np. brak czasu na pożegnanie się…
np. brak słów na wyjaśnienie…
np. brak odwagi

jak to jest gdy do otchłani spada dwie osoby… bliska Ci i najbliższa? i możesz uratować tylko jedną? tylko co jeśli ta bliska jest tą najbliższą dla naszej najbliższej?
grecy to umieli wymyśłać tragedie

małe rzeczy

w ostateczności spadamy wszyscy

a ja nienawidzę w ludziach zostawiania na ostatnią chwilę…
jedna z najgorszych wad
wkurwia mnie niemiłosiernie
zawsze

płytki oddech

Jesteśmy tylko zlepkiem komórek.
Odradzających się na nowo i na nowo umierających.
Skąd wzięła się w nas wola?
I skąd siła by kochać tak niepewne zlepki tkanek.
A może odwaga?

pobudka

W tygodniu budzi mnie telefon. W zasadzie głos prowadzonej rozmowy telefonicznej. Od brzmienia tego głosu zależy jaki będe mieć dzień. Dziś będzie nerwowo.

poważny i adekwatny tytuł

Nawet nie wiadomo kiedy stuknęła nam dekada.
Liczby.
Przerażające.
Zwłaszcza swą pomiarnością…
można zmierzyć wszystko?
Dyszy już nad karkiem k****skie memento mori.
A człowiek nadal… chciałby bawić się w piasku i jeździć na długie wakacje.
Chciałby huśtać się wysoko zamiast skakać w przepaście.
Blog też… też by chciał być młodszy.
I chciałby mieć dobre sny.
A tu ja… zaniedbuję go.

Próbuję pisać…
idzie stanowczo za wolno.
Nie wiem jak pisać… coś co dawno wymyśliłam. Nie chciało się pisać więc teraz jest dupnie…
Jakieś kciuki potrzymać z łaskawości swojej mogliby czytelnicy. *cykanie świerszczy*

Strach… cały i ciężki… niedopalony olbrzym. Pompuje w mój wszechświat gorycz i wahanie. Jak gwiazda zawisła nad swym marnym losem. Nie będzie supernową ale i tak mnie wykończy jeśli nie wyrwę się z jego pola grawitacyjnego. Szarpnięcia i kopniaki na rozpęd na razie zachwiały tylko orbitą. A cały ten szajs szorstko szepcze mi, że nic nie jestem w stanie zmienić.

jakby pat

Czy ktoś posłucha mnie przez dłużej niż 3 sekundy?